Może Mrożek zobaczyłby w tym piękno. Przy każdej, najprostszej nawet czynności, myślę o życiu. Myślę o sytuacji, w której się znalazłam. Myślę o sytuacji, w której są bliscy i dalsi mi ludzie. Nazwijmy to rozważaniem na temat uczuć i interakcji. Potem skupiam swoje myśli na obiedzie, porządkach, zakupach. Planuję kolejne przedsięwzięcia w pracy. Skończę pisać tego posta i wciąż myśląc o tym wszystkim wezmę się za ogarnianie pokoju (zostawiając jednak twórczy niepokój w postaci stosu książek i gazet, żeby nadać własnemu byciu kontekst intelektualno-męczenniczy, w postaci wymuszonego "zamyślenia zawodowego, przy biurku, nad papierami").'
Co ja bredzę? Przecież Mrożkowi chodziło o kobietę – piastunkę ogniska domowego. Myśącą o Życiu. A co ja mam? Pokój mieszkalny, w którym pielęgnować mogę co najwyżej kwiaty. Wczoraj złapał mnie nerwoból podczas obierania ziemniaków. I niby czemu? Samemu i zawsze na własny rachunek. Takie życie pozbawione jest wielkich zmartwień. Więc myślisz głównie o pracy, o przyjaciołach, o własnym obiedzie, własnych porządkach, zakupach na własne potrzeby. I o sytuacji, w której powinnaś się czuć komfortowo. Powinnaś...